Gdzie zjeść w Lublinie

Podziel się ze znajomymi

W Lublinie spędziliśmy kilka dni. Zwiedzaliśmy nie tylko najważniejsze miejsca w mieście, ale bardzo intensywnie poznawaliśmy również lubelskie kawiarnie, bary i restauracje. Co możemy Wam polecić? Gdzie warto zejść w Lublinie? Zapraszamy na kulinarną wycieczkę po mieście!

Stół i Wół

Dla nas obojga absolutnie numer jeden w Lublinie: restauracja Stół i Wół (Bramowa 2). Przyszliśmy tutaj z polecenia i my również z czystym sumieniem możemy to miejsce polecić. To istny raj dla miłośników mięsa: w menu znajdziemy kilka kompozycji burgerów, steki, żeberka. My skusiliśmy się właśnie na grillowane żeberka w sosie bbq oraz sałatę pastrami, a do tego zamówiliśmy niepasteryzowane piwo 14-dniowe. Porcje są naprawdę obfite, samych dań nie da się opisać inaczej niż niebo w gębie.

Żeberka świetnie przyrządzone, genialne w smaku – najlepsze jakie do tej pory jedliśmy, a podane jeszcze z pysznymi dodatkami. Pastrami bezbłędnie komponowało się ze szparagami, jajkiem i musztardowym sosie. Palce lizać! Na uwagę zasługuje także świetnie urządzone wnętrze oraz sympatyczna obsługa. Jeśli planujecie wybrać się do Lublina, to koniecznie zajrzyjcie do restauracji Stół i Wół!

Mandragora

O tym miejscu również słyszeliśmy same pochwały. Z kuchnią żydowską nie mamy zbyt często styczności, więc wizyta w Mandragorze (Rynek 9) miała być prawdziwą kulinarną przygodą. Do restauracji udało nam się dostać dopiero za trzecim razem, lokal jest niezwykle popularny zarówno wśród turystów, jak i mieszkańców Lublina.

Trzeba przyznać, że to miejsce ma naprawdę niesamowity klimat, zostało nawet wyróżnione znakiem Miejsce Inspiracji. Ideą przewodnią tego programu jest wyróżnienie miejsc, które poza świadczeniem podstawowych usług noclegowo-gastronomicznych, zapewniają swoim gościom emocje i wrażenia związane z poznawaniem i doświadczaniem dziedzictwa oraz atmosfery naszego miasta. Faktycznie, znakomicie urządzone wnętrza, z dbałością o szczegóły, robi wrażenie!

Zamawiamy macę na przystawkę, falafele, wątróbkę w cebulowym sosie, a na deser klasycznie: paschę. Jak zastrzega obsługa na dania trzeba będzie poczekać nawet godzinę, ale warto. Maca oraz falafele na stole lądują dość szybko, równie prędko też znikają z talerza. O ile kulki ciecierzycy były dobrze doprawione i smaczne, to niestety panierka była nieco zbyt spieczona. Gdy w końcu po dość długim czasie na stole wylądowała wątróbka wraz z wybranymi dodatkami (ziemniakami oraz surówką dnia), to w niepamięć poszły nawet przypieczone falafele. Wątróbka była świetnie przyrządzona, a cebulowy sos niezwykle aromatyczny. Świetne danie, które możemy polecić do spróbowania.

Przysłowiową wisienką na torcie była pascha na deser. Słodka, pełna bakalii – taka jak lubię!

Sielsko Anielsko

Do Sielsko Anielsko (Rynek 17) zwabił nas roztaczający się dookoła restauracji zapach pysznego jedzenia. I nie zawiedliśmy się! Do Sielsko Anielsko trafiliśmy na dość późną kolację, a po całym dniu zwiedzania Lublina musieliśmy uzupełnić nieco siły. Tutaj możecie liczyć na solidne porcje i tradycyjne potrawy. Zjeść można pierogi, placki ziemniaczane, klasycznego kotleta schabowego w dwóch odsłonach (w jajku lub w bułce), golonkę itd. My zamawiamy placek chłopa (placek ziemniaczany przekładany gulaszem i zapiekany z serem) oraz polędwiczki wieprzowe w sosie grzybowym z domowymi kopytkami (do dań mięsnych można dobrać różne dodatki oraz surówki).

Oba dania zniknęły z naszych talerzy równie szybko jak trafiły na nasz stół. I nie tylko dlatego, że byliśmy bardzo głodni. Były po prostu pyszne, moje serce podbiły kopytka oraz sos grzybowy. Jeśli wybierzecie się do Sielsko Anielsko spróbujcie też lokalnych win z winnicy Solaris – ponieważ najbardziej lubię białe wina mój wybór padł na słodką Ambrozję. Ujmę to tak: zdecydowanie zasługuje na swoją nazwę.

Czarcia Łapa

Do Czarciej Łapy (Rynek 19) planowaliśmy wpaść na lunch – w ciągu tygodnia można tu zjeść dwa dania za 9,90 PLN, pod warunkiem, że zamówimy napoje. Ale pomimo tego, że był to poniedziałek, to akurat tego jednego dnia lunchu nie serwowano. No cóż, pech. Ale skoro już zasiedliśmy przy jednym ze stolików na dworze i rozkoszowaliśmy się widokiem na rynek to postanowiliśmy skosztować tutejszych tapasów: szprotek w panierce z sosem aioli oraz śledzia marynowanego w cytrusach. Takie niepozorne przekąski, ale świetnie przyrządzone, bardzo dobrze komponują się na przykład z tutejszym musującym winem. A kiedyś może wrócimy na ten lunch…

Próba Cafe

Spieszyliśmy się, szukaliśmy miejsca, żeby na szybko zjeść śniadanie i zupełnie przypadkiem trafiliśmy do Próba Cafe (Grodzka 5A). Akurat nie było jeszcze bajgli, na które mieliśmy ochotę, ale za namową obsługi zamówiliśmy chałkę w dwóch odsłonach: na słodko i na słono. Powiem tak: jeszcze nigdy nie jedliśmy tak dobrej chałki!

Kawałki chałki były podsmażone, podane z miodem, z owocami oraz dodatkami: serkiem wiejskim oraz dżemem. W wersji słonej chałka również zaserwowana była z miodem, ale z dodatkiem bekonu oraz serka wiejskiego. Do tego pyszna kawa. Aż żałuję, że tak się spieszyliśmy, bo na tym patio moglibyśmy zdecydowanie dłużej posiedzieć sącząc kawę.

Lodziarnia Bosko

To kultowe miejsce w Lublinie, a można je rozpoznać już z daleka, bo ciągną się do niego kolejki o każdej porze dnia. Lodziarnia Bosko (Krakowskie Przedmieście 4) stawia na autorskie smaki i naturalne składniki. Całkiem różne smaki, więc może być tak, że z każdą wizytą będziecie mogli posmakować czegoś zupełnie nowego.

Zupełnie przypadkiem trafiliśmy tutaj jeszcze przed otwarciem i nieświadomie za nami zdążyła ustawić się kolejka, kiedy my sprawdzaliśmy godziny funkcjonowania lodziarni. To już zaczekaliśmy, bo być w Lublinie i nie spróbować najlepszych (tak mówią) lodów w mieście? I zdecydowanie warto było czekać! Próbujemy trzech różnych smaków: bounty, figę z makiem oraz caprese (mozzarella z pomidorami). To po prostu trzeba spróbować, bo faktycznie lody są pyszne.  Jedna porcja lodów kosztuje 4 PLN, do tego możemy wybrać sobie wafelek duński za kolejną 1 PLN.

Św. Michał

Do pubu św. Michała (Grodzka 16) wpadliśmy na degustację piwa. Do wyboru w karcie mamy kilkadziesiąt lokalnych piw, dobrym pomysłem jest zamówienie tzw. deski testowej – możemy wtedy wybrać cztery różne rodzaje do degustacji. I my z tej opcji właśnie skorzystaliśmy i spróbowaliśmy: Jurajskiej Pomarańczy, PanIPAni, św. Michała Miodowe oraz św. Michał Jasny. Dla każdego coś dobrego, bo można znaleźć tutaj smak idealny dla siebie.

Chcieliśmy spróbować tutejszych cebularzy, ale się skończyły. Burgery zresztą też. W ramach przekąski zamówiliśmy deskę z grilla, ale był to niestety zupełnie nietrafiony pomysł. Ale na piwo zdecydowanie wrócilibyśmy!

Trybunalska

Do Trybunalskiej (Rynek 4) wpadliśmy najpierw na kawę i coś słodkiego. Tort bezowy był faktycznie przepyszny, a pić kawę z takim widokiem na rynek to czysta przyjemność.

Trybunalska zrobiła na nas dobre pierwsze wrażenie, więc następnego dnia postanowiliśmy tu wpaść też na śniadanie. Zamówiliśmy wypiekane na miejscu bajgle, podawane ze szpinakiem i jajkiem w koszulce z dodatkami: szynką oraz wędzonym łososiem. I cóż, nie były to najlepsze bajgle na świecie. Były przeciętne i pamięć o nich szybko się rozpłynęła.

Byliście w Lublinie? Jakie inne restauracje, kawiarnie lub bary możecie polecić?

Podziel się informacją ze znajomymi
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Tumblr