Czym fotografować w podróży? Smartfon czy aparat?

Podziel się ze znajomymi

Najlepszy aparat to taki, który masz ze sobą. Powtarzam to sobie jak mantrę upychając do bagażu podręcznego lustrzankę, obiektywy, kamerkę sportową, ładowarki, kable i inne niezbędne rzeczy. O zgrozo, cały ten sprzęt zajął mi już połowę walizki!

Czy rzeczywiście trzeba tak za każdym razem zabierać ze sobą cały ekwipunek fotograficzny, nawet na krótki weekendowy wyjazd? Co prawda profesjonalnym fotografem nie jestem, ale robić zdjęcia lubię. I zawsze z podróży przywożę ich całkiem pokaźną kolekcję. Tylko czasem podczas wycieczki czuję się jak ten muł (bez obrazy), obwieszony torbami i aparatami. Też znacie to uczucie?


A koniec końców i tak okazuje się, że najzabawniejsze zdjęcia powstają smartfonem. W końcu telefon zazwyczaj mamy pod ręką, wystarczy błyskawiczna akcja i mamy to! Nie zawsze idealnie, ale uchwycić możemy te wesołe, bardzo ulotne chwile, w tym również to, co właśnie będziemy jeść na śniadanie. A potem oczywiście błyskawicznie podzielić się tą chwilą z całym światem!

Słit focie, selfie i dziubki

I kim byłby bloger/podróżnik/turysta bez smartfona do robienia selfie? Przecież trzeba się wszystkim pochwalić, gdzie to my właśnie nie jesteśmy. A zrobienie idealnego selfie to wcale nie jest prosta i łatwa sprawa! A już na pewno nie zrobicie tego dobrze lustrzanką. Ot, taki przykład – oto przedstawicielki płci pięknej próbujące uchwycić swój najbardziej promienny uśmiech na malowniczym tle. W rękach dzielnie ściskają swoje smartfony, podczas gdy pokaźnych rozmiarów aparaty bezczynnie zwisają u boku.


Z tym selfie to trzeba oczywiście zachować rozsądek i umiar. Kto był tu i ówdzie, ten zapewne widział połyskujący w świetle słońca las smartfonów przed popularnymi obiektami turystycznymi. Czasem zastanawiam się wtedy, czy ludzie faktycznie przyjrzeli się choć trochę temu co właściwie fotografują?

Smartfon czy aparat fotograficzny?

Czy smartfon może zastąpić klasyczny sprzęt fotograficzny? Niemalże! Niektóre modele smartfonów mogą się pochwalić naprawdę wysoką rozdzielczością i to obu aparatów – te w najnowszych modelach Sony mają już rozdzielczość 23 MP, a sam aparat do robienia selfie ma rozdzielczość 16 MP. Brzmi całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że mój ostatni smartfon robił porządne zdjęcia przy 13 MP. Całe szczęście, że inwestują nie tylko w imponującą liczbę pikseli, ale też pojemniejsze baterie – tak, by można było pstrykać fotki jeszcze dłużej. W dodatku można dokupić sobie obiektywy do telefonu czy stabilizator obrazu lub mały, poręczny statyw. To już brzmi bardziej profesjonalnie. I taki komplet na pewno zajmuje zdecydowanie mniej miejsca w walizce.

No ale jak to? Gdzie smarfton może się w ogóle mierzyć z porządnym aparatem – możecie oburzeni pytać. A ustawienia, parametry, zapierające dech pejzaże czy zdjęcia nocą? Właśnie o to chodzi, że czasem to w prostocie jest siła. Jedno z naszych ciekawszych zdjęć (przynajmniej moim skromnym zdaniem) powstało przy użyciu najbardziej zwyczajnego i pospolitego aparatu na świecie, ale po prostu wszystko nam wtedy zagrało w idealnym momencie. Bez zabawy w zmianę ustawień, bez większego przymierzania się. Po prostu wzięliśmy aparat do ręki i zrobiliśmy zdjęcie.

Zresztą producenci nie szczędzą energii i wyposażają aparaty w coraz to lepsze bajery. Zdjęcia panoramiczne, tryb HDR czy ręczne ustawianie parametrów to już standard. Weźmy na przykład najnowszą Xperię XZ1 – nie dość, że potrafi zrobić dobre zdjęcie poruszających się obiektów (próbowaliście kiedyś uchwycić dziecko, które nie może wytrzymać w bezruchu dłużej niż sekundę?), to jeszcze kręci filmy w trybie super slow motion. Sony wie co robi, w końcu te technologie są już dobrze nam znane: wyposażone są w nie przecież aparaty α i Cyber-shot.

Jak dla mnie to taki smartfon może spokojnie konkurować z małymi kompaktowymi aparatami cyfrowymi. Ot, taka historia z życia wzięta: ponieważ lustrzanka ciężko pracowała gdzieś na drugim końcu Polski to na swój wyjazd zmuszona byłam zabrać swój poprzedni, nieco już wysłużony sprzęt fotograficzny. Ten jednak ani myślał współpracować: po kilku zrobionych zdjęciach stwierdził, że na dziś wystarczy i zamiast kolejnych ujęć prezentował jedynie biały ekran. A potem bezczelnie oznajmił, że wyczerpała mu się bateria i do widzenia. Na ratunek przyszedł smartfon i wszystkie zdjęcia, które potem znalazły się w relacji z wyjazdu na blogu powstały właśnie komórką. I jak tu teraz wyjść z domu bez smartfona? 😉

A Wy, czym fotografujecie w podróży? Które smartfony moglibyście polecić do robienia pięknych wakacyjnych zdjęć?

Podziel się informacją ze znajomymi
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someoneShare on Tumblr
  • Jak jadę gdzieś na krótki kilkugodzinny wypad to czasem nie biorę lustrzanki, ale na miejscu żałuję, że jej nie wzięłam. Jakaś taka niesmartfonowa jestem 😉 Przyzwyczaiłam się do patrzenia w wizjer a nie na ekran.